Jak mam się podjąć czegoś nowego - zabieram się jak pies do jeża. Rozmyślam, analizuję, planuję, robię wykresy, tabelki, listy i rysunki. Najczęściej większość pary idzie w gwizdek - sprawa pozostaje w sferze rozmyślań i analiz. O mały włos nie byłoby też tego bloga. Lubię jak rzeczy są zrobione porządnie, więc nigdy nie lekceważę etapu planowania.
Nowe nie jest dla mnie łatwe. Często potrzebuję zewnętrznego popchnięcia.
Nowe zawsze oznacza dla mnie rozciąganie duszy.
Nowe sprzęty elektroniczne.
Nowe rzeczy w internecie.
Nowe zasady.
Nowi ludzie.
Nowe miejsca.
Nowe potrawy.
Nowe słowa.
Nowe koncepcje.
Nowe rządy.
Nie lubię nowych telefonów - zawsze wybieram taki sam model jak ma Marek, On wszystko rozkminia, ja dowiaduję się od niego. Podobnie nie lubię zmieniać telewizora, komputera, pralki, mikrofali.
Dopiero niedawno wgryzłam się w Instagram. Bardzo mnie irytują zmiany w serwisach internetowych - w bankach, Allegro, Facebooku - jak był gdzieś guzik do kliknięcia, po co zmieniać jego położenie, kolor, kształt czy napis na nim?
Marek jest inny. Mówi "pojedziemy inną drogą", "wszystko jest dla ludzi", "spójrz na to z innej strony". [Nasze małżeństwo jest dobrą ilustracją bioróżnorodności w ogrodzie.]
Przychodzi jednak moment, kiedy nowe staje się oswojone.
Nie było się czego bać.
Nie święci garnki lepią.
Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie [List do Filipian 4:13].
Wszak nie wzięliśmy ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliśmy ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Tato [List do Rzymian 8,15]
I'm no longer slave to fear! I am a child of God!
[Dziękuję Ci Łukasz za pokazanie mi tej piosenki.]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz