2015-11-21

O świadomym zmienianiu swojego życia.

Nie siedź z założonymi rękami - do dzieła!


Podobno potrzeba 30 dni, żeby czynność stała się nawykiem. Mam wrażenie, że u mnie ten proces trwa dłużej. Tak czy siak, wiele rzeczy można w sobie tak wyuczyć, że będą się działy podobnie jak na tym zabawnym zdjęciu. Odruch. Zrobione nie wiadomo kiedy.

(Dorota, dziękuję za inspirację.)

Zastanawiam się jakie mam nawyki. 

Zawsze rano myję zęby, bez tego nie wyjdę z sypialni. Ukształtowanie tego nawyku na pewno zajęło mi więcej jak miesiąc - i ciekawe ile nerwów kosztowało to moją mamę.

Piję wodę. Pracuję nad tym, żeby to było nawykiem, odruchem, tak jak mycie rąk. Często coś przeszkadza. Może nie ma pod ręką szklanki, albo woda zostawiona wieczorem na szafce przy łóżku jest rano za zimna. Staram się usuwać przeciwności bo mam mocne przekonanie, że picie wody korzystnie wpływa na mój organizm. Pracuję nad tym. Na razie jest taki etap, że szklanka stoi w łazience i piję letnią wodę z kranu. 
Nie chcę tu namawiać do picia wody z kranu, nie wszędzie się nadaje, u nas akurat tak.

Chcę powiedzieć, że mam silne przekonanie do picia wody, ale ono samo nie wystarcza. Mam wiele innych przekonań - o byciu szczupłym, nie jedzeniu słodyczy, załatwianiu spraw od ręki, systematycznym uczeniu. Jednak to się nie robi samo. Jak nie mamy zewnętrznego motywatora typu nauka bo egzamin, musimy sobie wypracować system "działań autopopychających".

Więc najpierw jest myśl, pomysł, i z entuzjazmem zaczynam coś robić: dieta, pisanie bloga, nauka nowego języka, pływanie...  mija trochę czasu - zaniechanie.

Pytam się siebie: Czy na pewno mi na tym zależy? Często tu sprawa upada, bo nie chce mi się ponosić wysiłku. To jest OK, nie pielęgnuję poczucia winy w sobie, nie szukam jej w innych ludziach czy w okolicznościach. Nie użalam się nad sobą. Czasem do tej rzeczy wracam po jakimś czasie, a czasem nie - życie daje tyle możliwości, nie sposób robić wszystkiego!

Ale jeśli odpowiadam sobie, że tak, zależy mi, wtedy pytam się siebie: Dlaczego tego zaniechałam? W którym miejscu jest problem? Jak mu zaradzić? I krok po kroku (małe kroczki) dopasowuję trochę siebie (może rozkład dnia, może sposób postępowania) do danej sprawy, trochę sprawę do swoich możliwości, do okoliczności mojego życia.

Taki auto-coaching.

Mówię tu o prostych sprawach. Są sprawy, które wymagają pomocy terapeuty. Oczywiście pomaga jak mamy wsparcie i doping bliskich, ciężej jak otoczenie jest nieżyczliwe lub nawet wrogo nastawione do naszych postanowień. Wszyscy rozumiemy, że życie jest skomplikowane.

Podam przykład. Zafascynowała mnie dieta Alleluja. Dużo surowego, soki, jedzenie buzujące żywymi enzymami i witaminami. Ale moja rodzina nie podzieliła mojej fascynacji. Wytrzymałam kilka miesięcy. Trochę zmodyfikowaliśmy wszyscy dietę, ale niezbyt radykalnie. Może wrócę do tematu jak się dzieci wyprowadzą. Jestem przekonana do jej słuszności ale nie chce mi się walczyć z "całym światem".

Mamy wybór.
Możemy zmieniać swoje życie.
Nie musimy do końca życia tkwić w jednym miejscu.
Możemy wyściubić nos z domowego ciepełka, ruszyć swoje 4 litery sprzed komputera czy telewizora, zrobić krok poza strefę komfortu. Co prawda, życie stawia przed nami różne wyzwania, którym trzeba sprostać. Nie musimy jednak być nimi miotani, możemy brać swoje życie w swoje ręce. Możemy sami nim kierować.

Jedyne, co nas ogranicza, to my sami.

A Ty, drogi czytelniku? Nad czym teraz pracujesz lub co byś chciał zmienić w swoim życiu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz