Zaczynam od Indii, bo to one zmusiły mnie do pisania tego bloga.
Zastanawiam się jaki procent ludzi ma tak, że aby coś zrobić, potrzebują zewnętrznego przymusu. Solidne sprzątanie, bo przychodzą goście. Nauka języka obcego, bo wyjazd lub szef przykazał. Zakuwanie przez całą noc, bo jutro egzamin. Wizyta u dentysty, bo już trzeci dzień boli. Ja często tak funkcjonuję (chociaż niekoniecznie wymienione wyżej przykłady mówią o mnie).
Zatem Indie stały się ostatecznie przyczyną powstania tego bloga. Tym zewnętrznym przymusem.
Już wcześniej pociągała mnie myśl o blogowaniu. Ale też trochę przerażała. Możliwość wypowiadania swoich myśli przed całym światem. WOW. Trzeba być trochę ekshibicjonistą (wg SJP człowiek obnażający się przed innymi ludźmi). A ja jestem raczej introwertykiem (to człowiek mało przejmujący się światem zewnętrznym, skupiający się na własnych przeżyciach). Z jednej strony poczucie, że chowam się za ekranem komputera, z drugiej mogą (i będą) to czytać ludzie, którzy mnie kojarzą, znają, bardzo dobrze znają, i moi najbliżsi. Jak będę się za bardzo wymądrzać lub podkolorowywać rzeczywistość - moje nastoletnie, bardzo wygadane dzieci natychmiast skomentują: "Mama nie ściemniaj".
I jak by tu ukierunkować taki blog? Może by pisać o nauce języków obcych? O rodzinie zastępczej? O edukacji domowej dzieci? O slow - prostocie i powolnym stylu życia? Albo vege - o procesie odzwierzęcania diety? Proszę bardzo, jeśli ktoś się zainspirował, pozwalam na wykorzystanie powyższych pomysłów.
Mam dwie blogujące koleżanki. Dorota pisze o oszczędzaniu, Daria pisze o edukacji domowej. Cieszę się ich osiągnięciami, inspirowały mnie, ale niewystarczająco, nie na tyle, żeby wyjść poza etap rozważań. Aż wypłynęła sprawa Indii.
Otóż postanowiłam uporządkować swoją teologię. Jestem z wyboru chrześcijanką. Nie z urodzenia, pochodzenia, tradycji czy nakazu. Z wyboru. Rozważałam różne opcje, chrześcijaństwo wydało się najrozsądniejsze. Zrobiłam krok wiary i przyjęłam je jako filozofię życia, zaś Jezusa jako mojego Zbawiciela. Alleluja! To działa! Kiedyś napiszę o tym więcej, ale nie teraz, bo nigdy nie dotrzemy do Indii.
Przez lata słuchania kazań, czytania książek, samodzielnego studiowania Biblii oraz różnych życiowych doświadczeń - powstała w moim umyśle pewna teologia. Niestety w wielu miejscach zgrzyta. Od pewnego czasu czułam, że potrzebuję w tej sprawie więcej spójności. I tak pojawiła się myśl o zapisaniu się do szkoły biblijnej. Myśl jednak pozostawała myślą, chociaż co jakiś czas ożywiała się, skakała po moim mózgu aż iskrzyło na tych wypustkach synaptycznych. I ostatecznie w tym roku zapisałam się do szkoły biblijnej. Już zbliżamy się do końca historii. Warunkiem ukończenia szkoły jest wyjazd misyjny.
Co to ma wspólnego z blogiem i wychodzeniem ze strefy komfortu?
Po pierwsze, nie będzie to wyjazd z Luxury Travel z noclegiem w hotelu Ritz w New Delhi. Warunki zgoła odmienne.
Po drugie, muszę zebrać fundusze na pokrycie kosztów wyjazdu. Z zasady ma być to pomoc z zewnątrz a nie odkładanie z pensji. Innymi słowy muszę znaleźć sponsorów.
W ten sposób wcześniejsze rozważania o blogowaniu weszły w nową fazę. Nastąpiło to zewnętrzne popchnięcie. Pierwotnie blog miał służyć szczegółowemu wyjaśnieniu kwestii wyjazdu, finansów, motywów i celów. Miał opisywać przygotowania, pokonywanie różnych przeciwności. Wreszcie miał być miejscem na dziennik podróży, zdawanie relacji. Czuję bowiem, że wielu z Was, moi drodzy znajomi, drodzy przyjaciele, drodzy krewni, którzy będziecie mnie wspierać (także finansowo, ale nie tylko), lub przeciwnie - krytykować, lub po prostu zastanawiać się jak się ta sprawa toczy - czuję więc, że wielu z Was będzie tu zaglądać.
[Nawiasem mówiąc, polecam sobie zasubskrybować, wtedy system powiadomi Was na email o nowych wpisach - to takie wyjaśnienie dla starszego pokolenia.]
Jednak kiedy już zrobiłam pierwszy krok poza strefę komfortu, pomysł zaczął się rozszerzać. Będzie więc o różnych aspektach życia, ale zawsze w kontekście rozszerzania się, rozciągania, pokonywania swoich ograniczeń, wychodzenia poza swoje schematy myślowe, poza swoje schematy działań, poza swoją strefę komfortu.
W strefę dyskomfortu.
Mam nadzieję, że kogoś zainspiruję do zmian. Dajcie znać w komentarzach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz